wtorek, 8 sierpnia 2017

"Mroki" Borszewicza. Moje, przy okazji, też.

"– Muszę wrócić do źródła, bo przecież nie po to kładę się spać, by sny o wolności przerywały mi rozklekotane tramwaje. 
Pauza. 
– I nie po to mam płuca, by je gwałcić fabrycznym dymem. 
Pauza. 
– Muszę wrócić do źródła, bo nie po to mam oczy, by je drażnić widnokresem z betonu. 
Pauza. 
I nie po to mam serce, by mi pękało na środku pustej ulicy milionowego miasta. 
Pauza. 
– Aby żyć, muszę wrócić do źródła. 
Pauza. 
– Tu, gdzie teraz jestem, świat skończył się już dawno."
Jarosław Borszewicz, z książki "Mroki" (którą serdecznie polecam!)
 
Miałam koszmarny humor, aż w radio poleciała przed chwilą piosenka ze Shreka, ta przerobiona na milion memów, której z jednej strony mam serdecznie dość, a z drugiej od lat pozostała jedną ze słodkich guilty pleasures mojego życia.
I uśmiechnęłam się szeroko, mimo, że od kilku dni nie było ze mną dobrze.
Bo przecież można się uśmiechać mimo mroków, które ma się w sobie, prawda? 
Szczególnie, gdy na chwilę wróciło się do źródła. 
Leniwie czytane książki na huśtawce, w pełnym słońcu, które przyjemnie przygrzewa. Zapach powietrza, prawdziwego powietrza, nie spalinowych oparów! Żółciutkie słoneczniki, te, które lubię prawie tak samo jak niezapominajki, obracające się w stronę ciepła. Natura. Spokój. Moment zatrzymania się, zamyślenia nad życiem. I nawet, jeśli w mojej głowie znalazłam więcej mroków, niż mi się wydawało, wciąż staram się przywołać uśmiech na twarz.
Na tym polega życie.
Źródło: chatolandia.pl
Nie liczą się te momenty, kiedy nie możemy powstrzymać uśmiechu, kiedy życie jest piękne i cukierkowe, a świat bardziej kolorowy. Nie liczą się chwile, gdy wszystko jest tak, jak być powinno, samoocena skacze jak szalona, sukienka może być krótka, buty wysokie, a pocałunki długie.
Nie. Źle to ujęłam.
Takie chwile zdecydowanie się liczą, są wszystkim, warto dla nich żyć. Ale one przychodzą bez wysiłku. Czasem pojawiają się takie dni, kiedy wszystko jest możliwe, proste, tak bajecznie proste! Ale prawdziwa zasługa jest w walce w tych momentach, kiedy się nie da. Kiedy wstanie z łóżka nas przerasta, a cały świat, absolutnie wszystko, wydaje się tracić kolory. Kiedy strach paraliżuje w takim stopniu, że nie wiadomo już, co jest prawdziwe, a co tylko wymysłem powstałym w głowie. I wtedy wstajemy, chociaż to niesamowicie trudne, zbieramy się w sobie i walczymy. Uśmiechem, zrobieniem tego, co się powinno, nawet, gdy to jakaś drobnostka - jedynie po to, by pokazać sobie, że jednak się da. Takie chwile liczą się naprawdę. Takie chwile pokazują, że jesteśmy silni. Że świat nas jeszcze nie zniszczył.

"Czasem czuję się, jak gdybym był jednouszny, jednooczny, półsercowy... Czasem wszystko mnie mija, żyję tylko połową siebie. A czasem znów jestem wielouszny, wielooczny, wielosercowy; po prostu nie mieszczę siebie w sobie."
Jarosław Borszewicz, z książki "Mroki"
 
Mój mężczyzna ma teorię, że kobiety muszą sobie od czasu do czasu popłakać, żeby się zresetować i zacząć normalnie funkcjonować. Wiecie, tak wyrzucić z siebie emocje, profilaktycznie. I może coś w tym jest. Jedni są uzależnieni od papierosów, inni od hazardu, ja - od uniesień. Jakbym cała składała się z tych małych wzruszeń. Jakbym potrzebowała od czasu do czasu się rozpaść, tylko po to, by znów poskładać kawałeczki w całość.

"Nie ma śmierci,
kiedy drugi człowiek
szepcze mi do ucha:
-Jak to dobrze, że jesteś..."
Jarosław Borszewicz, z książki "Mroki"

Mam nadzieję, że to właśnie mój reset. Że już będzie dobrze, bo przecież wszystko jest tak, jak być powinno, a to zmęczenie wszystkim nie powinno się pojawiać. Ale może czasem musi. Żeby przypomnieć, jak pięknie jest wtedy, kiedy już zniknie.
Reset. Powrót do źródła. Do natury, słońca. Z dala od świateł wielkich miast, z dala od zgiełku i tłoku, bezimiennego tłumu ludzi, w którym tak często gubię siebie. Tylko wcale nie z dala od wszystkich przytłaczających myśli, czarnych chmur i mroków, które przecież każdy człowiek chowa w sobie.
Ale to nic.
Bo przecież od nich nigdy nie da się uciec. Można za to je oswoić.
I to na pewno mi się uda.

I've got a secret for the mad
in a little bit of time it won't hurt so bad.


Mam dziś dla Was małe ogłoszenie.
Po długim namyśle założyłam tej stronie fanpage na facebooku. Jeśli chcielibyście wiedzieć pierwsi o nowych postach, serdecznie zapraszam do polubienia.

4 komentarze:

  1. Borszewicz to pewnego rodzaju ratunek, uwielbiam go :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowite jak bardzo podobnie do Ciebie myślę. Bardzo miło się Ciebie czyta a cytaty są wspaniałe i mocno zachęcają do odnalezienia źródła. Pozdrawiam i zapraszam na swojego bloga! Może też Ci się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam z niecierpliwością na nowy post. Pięknie się to czyta i chce się więcej i więcej. Ściskam, Gabi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie napisane bardzo zyciowe i nprawde czytajac to przemawia pozdrawiam����

    OdpowiedzUsuń