wtorek, 20 grudnia 2016

Lustrzane związki

Lustro.
Zwyczajny przedmiot, tak przydatny w codziennym życiu. Dla wielu niezbędny. Jednych przeraża, innych cieszy - zależnie pewności siebie i upodobań w kwestii horrorów. Ale nie o ejsoptrofobii chciałam dziś napisać (chociaż na ten temat też co nieco mi wiadomo). Będzie odrobinę subtelniej.
Niektórych ludzi tak fascynują zwierciadła, że postanawiają stać się jednym z nich. Brzmi trochę jak scenariusz słabego filmu science-fiction. O co więc mi chodzi?
Odbijający emocje innych. Dostosowujący się do rozmówcy. Zawsze gotowi do ugody, wyrzeknięcia się części swych pragnień dla drugiej osoby. Niczym w zwierciadle, stale wpatrzeni w swoje odbicie, powtarzający jego ruchy. Puści w środku. Codziennie coraz bardziej upodobniający się do tych, których odbiciem próbują być. Niekoniecznie celowo - czasami przez długi czas nie zdają sobie sprawy z tego, że ich egzystencja jest tak podobna do zwykłego kawałka szkła.
Takie lustra wiodą powoli swoje bezsensowne, nieszczęśliwe życia - bo jak można być szczęśliwym, kiedy porzucasz samego siebie? Wmawiają sobie, że warto być kimś takim, bo osoba, której odbiciem chcą się stać to ktoś wyjątkowy. Więc dostosowują się. Niektórzy tylko do jednej postaci, inni budują w sobie całą kolekcję wersji siebie, na każdą okazję, dla każdego inną. Niezdolni do wyrażenia swoich potrzeb, milczący, jeśli chodzi o źródła swoich cierpień.
Zapatrzeni.
W każdym związku prędzej czy później wraz z rosnącymi uczuciami pojawiają się wątpliwości. "Czy jestem wystarczająco dobry?", myślimy wtedy. Z tym pytaniem poradzić sobie można na wiele sposobów, ale lustra wybierają ten najprostszy - dopasowanie się. 
Nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, jak wiele krzywdy może wyrządzić komuś takie podejście.
Bo pewnego dnia, kiedy związek się kończy, zostajemy nie tylko bez swojego partnera, ale także bez samego siebie - a jedyne, co czujemy to zagubienie i pustka. I jak teraz zapomnieć, ruszyć dalej, kiedy całe życie podporządkowaliśmy drugiej osobie?
Związek z człowiekiem-lustrem dla jego partnera z początku może wydawać się czymś wspaniałym - w końcu kto nie chciałby spotykać się z osobą, która jest dokładnie taka, jakiej pragniemy? Później jednak rodzą się problemy. W skrajnych przypadkach myśli w stylu "jak wiele dla mnie zrobi?", "jak daleko mogę się posunąć?". Zazwyczaj jednak coś bardziej przyziemnego - znudzenie. 
Jedno i drugie na związek działa destrukcyjnie. W przypadku człowieka, który próbuje podbudować swoje ego umniejszając partnerowi, lustro jest ofiarą idealną - w końcu z chęcią stanie się pozbawionym własnych opinii podległym, nad którym można mieć władzę. Nieważne, co się mu zrobi, i tak nie odejdzie, bo goniąc za spaczoną wizją miłości zgubił samego siebie. Lepiej nawet nie myśleć, do czego może to w ostateczności doprowadzić. W końcu lustra tak łatwo zbić. 
Znudzenie to ta bardziej optymistyczna wersja. Kiedy nie możemy zaoferować partnerowi nic poza ślepym podążaniem za nim, to co wnosimy w jego życie? Dlaczego miałby zakochać się w kimś, kto nie ma nic, co może dać od siebie, nawet opinii czy komentarza? 
Byłam lustrem. Wstyd mi to przyznać, naprawdę. Myślę, że gdyby nie to, że uznałam to za wspaniałe wyjście i sposób na życie, uniknęłabym wielu upokorzeń i przykrych sytuacji. Ale chyba lepiej opamiętać się późno, niż wcale, prawda? Młodzi ludzie popełniają mnóstwo błędów, kiedy nie wiedzą jeszcze, czego oczekują od życia. Wydaje mi się, że wiele kobiet ma taki problem - i nie tylko kobiet, nie chcę tu generalizować. Ludzie oczekują, że partner przeprowadzi ich za rączkę przez życie, mówiąc wciąż, co ma robić, są przekonani, że każda chwila spędzona osobno nie ma wartości. Boją się utraty miłości, więc chcą być dokładnie tacy, jak ta osoba oczekuje. Uzależniając się, tworzą niezdrowe relacje oparte głównie na obawianiu się pokazania swojego prawdziwego oblicza. A może na lęku przed tym, że sami nie wiedzą, kim tak naprawdę są? Wszystko sprowadza się do braku akceptacji. Niegdyś wierzono, że lustro ma moc uwięzienia w sobie ludzkiej duszy. I tutaj jest podobnie, tylko że więzienie budujemy sobie sami, stawiając grube ściany z niepewności i strachu.
Ślepe oddanie nigdy nie jest rozwiązaniem. Jeśli myślisz, że możesz być takim lustrem, to zastanów się - ile z tych rzeczy, które robisz, robisz dla siebie? Co tak naprawdę sprawia przyjemność Tobie? 
Zacznij żyć. Jeśli Twój związek jest zdrowy, to zobaczysz, że wiele problemów zniknie, a partner ucieszy się, że nie jest ze swoją kopią, ale z kimś wyjątkowym. A jeśli tego nie zaakceptuje, to po co właściwie Ci ktoś taki w życiu?
Zacznij żyć.
Zanim zostaniesz rozbity.

1 komentarz:

  1. świetnie napisane. sama byłam lustrem przez wiele lat, tak właściwie to chyba pięć, albo nawet sześć. o ile zdałam sobie z tego sprawę raczej nagle, pod wpływem jednej sytuacji, chwili i impulsu, to wychodzę z tego do dziś, mimo, że minęło już prawie trzy lata. do dziś leczę się z kompleksów, o których istnieniu zdałam sobie sprawę dopiero po czasie. i obiecałam sobie, że nigdy więcej nie dopuszczę do takiej sytuacji, jednak wciąż się boję, że może tak nastąpić.
    wciąż, mimo, że znalazłam to, czego szukałam.

    OdpowiedzUsuń